09.14
Ah nie ma to jak popracy zasiaść przed konsola i rozpierniczyc łeb paru zarobaczywiałym zombie. Tak drogie dzieci, dzisiaj będziemy opisywać Burn zombie, Burn - całkiem ciekawa, cholernie prostolinijna strzelankę.
Może zacznijmy od końca. Czy opłaca się kupować? Nie. Jeżeli nie macie co robić z pieniędzmi, i na oku nie ma żadnego ciekawego tytułu – wtedy dopiero można kase sprzeniewierzyć na owy tytuł. Ale po kolei…
Burn zombie, Burn jest proste, nawet ładne i nie wymagajace myślenia. Jednak nie jest warte swojej ceny. Do dyspozycji mamy kilka trybów rozgrywki – na przykład totalna rozwałka – chodzimy i prujemy do wszystkiego co się rusza. Nie interesuje nas nic, po za punktami z amunicja. Rozwalamy wszystko co stanie nam na drodze do momentu… no właśnie do jakiego momentu?
Teoretycznie naszym zadaniem jest zdobycie 3 medali na każdej mapie (map jest mniej niż 10, nie pamiętam teraz ile dokładnie), owe medale odblokowuja nam oczywiście kolejne miejsca do rzezi. Zdobycie złotego medalu, dla mnie graniczy nie tyle z cudem co z zaśnięciem przed konsola. No Panie drogi ile można, rozwalać zombie?
Innym trybem który kojaże to obrona samochodu z nasza panna, przed śmierdzacymi zombiakami. Nudy… ten tryb nie przykuł mojej uwagi nawet na 10 minut.
W grze mamy więc kilka map, kilka trybów walki (bodajże 3), i jako taki zestaw broni w skład której wchodza takie rzeczy jak: piła łańcuchowa, minigun, uzi, shotgun czy wysysacz mózgów plus kilka innych.
Rozwalanie zombie jest zabawne przez 30 minut, przez godzine – później zaczyna się nuda. Nie zrozumcie mnie źle, ta gra jest niezła, ale po spędzeniu 40 minut widziałem w niej wszystko co miała do zaoferowania. Brak bonusów, kolejne mapy zbyt łatwo zdobyć, po mapie moge latać i 3 godziny a i tak nie zdechne. Jedynym urozmaiceniem jest przerośnięty pies który od czasu do czasu się pojawia, a którego zabić jest łatwiej niż niektóre zombiaki.
Mamy niby kolejne rodzaje zgniłogłowych, ale nie wnosza oni zbyt dużo świeżości do gry.
Jedyne co przedłuża czas spędzony z gra to mutliplayer (oczywiście split screen). Przy multiplayer spędzimy kolejne 40 minut, zanim nasz znajomy uśnie. To śmieszne ale prawdziwe. Gdy zakupiłem grę było dobrze po jedenastej w nocy. Mój kociak zrobił nam goracej herbaty, i przysiadł przy mnie, coby popatrzeć na co duże dziecko wydaje pieniadze. Po moim 40 minutowym testowaniu gry, udało mi się namówić słodką by zagrała ze mna. I wierzcie drogie dzieci albo nie, ale kobieta moja grajac na leżaco po 20 minutach zasneła. Ja wiem, ja wiem powiecie – “to kobieta”. No kobieta, ale gra rzeczywiście po parunstau minutach nuży. Brak jej jakiś hmm… wyzwań. Niby sa trofea, ale to za mało. Poprostu nie ma po co grać.
A tak na boku… ostatnio trafiłem na arkanoid, i przypomniały mi się stare dobre czasy. Więc wkrótce możecie się spodziewać recenzje Shatter-a z PSN
Poniżej filmik owego Shattera:


e nie no, bez az takiego przesadzania. Gra jest dobra. Może rzeczywiscie ciut za droga, ale do zabicia czasu sie nadaje – zwlaszcza jak tego czasu nie masz, a chcesz sie kilka minut dziennie zrelaksowac.
rzeczywiscie mogliby dodac troche bonusow, ale jak na gre z PSN to nie ma co narzekac.
Powiem tak, masz po części racje. Wracam do tej gry kilka razy w miesiącu, od tak żeby rozwalić trochę mięcha, ale gra jest (była nie wiem jak teraz) jest stanowczo za droga.